Syrenka i Nurek #3
Kolejna porcja ustrzelonych Nurków, bo znowu zebrało się w foto-archiwum sporo "materiału dowodowego".
Od czasu pojawienia się na mieście pierwszych charakterystycznych wlepek autorstwa białoruskiego artysty Michasia Miszuka działającego pod pseudonimem artMichus, czyli od początku 2024 roku, Nurek i Syrenka zdążyli wpisać się w streetartowy krajobraz stolicy. Napisałabym "trwale", ale ze względu na ulotny charakter ulicznej sztuki to chyba nie byłoby odpowiednie słowo.
Z drugiej strony, artysta nie ustaje w działaniu, znikające wlepki zastępują nowe, pojawiły się nawet nowe, bardziej spektakularne formy instalacji... Ale o tym w kolejnym odcinku, bo tu już i tak będzie cała ławica Syrenek.
No to chronologicznie po kolei.
Krucza, róg Wilczej, 4 kwietnia 2025. Tamten kwartał ulic, okolice Marszałkowskiej i MDMu, zupełnie poległ w starciu z bazgrołami. Mam mieszane uczucia co do udziału Syrenki w tym procederze...
Ta Syrenka pełni reprezentacyjną funkcję winiety tego wpisu, bo spodobał mi się wyjątkowo oryginalny kolor jej włosów.
Schodząc dalej nad Wisłę znalazłam kolejny egzemplarz pod mostem Świętokrzyskim, tuż przy Pomniku Syreny. Dość sporych rozmiarów. Też tego samego dnia, piękny połów to był.
Nieco później, 10 lipca 2025, wypatrzyłam tę znikającą Syrenkę na Mokotowskiej przy placu Trzech Krzyży. Albo okoliczni mieszkańcy zaczęli mieć dość "ubogacania" ścian miejską sztuką, albo to jakaś wewnętrzna, streetartowa przepychanka - pod spodem widać zamalowany szablon przywołujący artykuł 193 konstytucji Ukrainy. Najprawdopodobniej, ja się znam na Syrenkach, nie na geopolityce.
Kolejny zacnych rozmiarów egzemplarz, ustrzelony 22 lipca 2025, zagościł na filarze jednego ze zjazdów z mostu Poniatowskiego na Wisłostradę, a wypatrzyłam go z zejścia prowadzącego od przystanków na Powiśle. Remont tam jest, Syrenka pewnie niedługo zniknie, ale tymczasem dołącza do licznej gromadki związanych z tą przeprawą Syrenek. Jest ich tyle, że mają nawet swoją etykietę na blogu #Most Poniatowskiego.
I na koniec trochę koloru, ścisłe centrum, róg Szkolnej i Rysiej, tam gdzie do niedawna był bardzo sympatyczny sklep dla plastyków Tinta. Sklep niestety poległ w starciu z konkurencją z internetu, ciekawe, jak długo przetrwa Syrenka. Swoją drogą, to kolejny odcinek okolic Marszałkowskiej dokumentnie zasmarowany bazgrołami. Ta piaskowcowa okładzina chyba takich rzeczy nie lubi...









Komentarze
Prześlij komentarz